facebook

instagram

Blog: Czy warto podróżować z maluchem do lat 3?

2017-06-05

Wielkimi krokami zbliżają się wakacje, a co za tym idzie sezon urlopowo-wypoczynkowy. My już swój wielki tegoroczny dream tour mamy za sobą, przy okazji zdobyliśmy kolejne doświadczenie i możemy się nim podzielić, w końcu jak głosi powiedzenie "Mądry człowiek uczy się na swoich błędach, sprytny człowiek uczy się na cudzych...".

W ciągu ostatnich kilku lat głównie przez duże grono mam-celebrytek i wyzwolonych blogerek mocno lansowana jest moda pt "dziecko mnie nie ogranicza". Dotyczy to niemalże wszystkich sfer życia, a rodzice zaczęli ciągać ze sobą dzieci wszędzie i w każdych okolicznościach. 

Pomimo, że prowadzę serwis, który zachęca mamy do aktywności, wychodzenia i wyjazdów z dziećmi jestem temu stanowczo przeciwna. Wmawianie innym, że skoro moje dziecko cudownie zniosło 72 godzinny lot z 5 przesiadkami, to z ich na 100% będzie podobnie jest moim zdaniem dalece nieodpowiedzialne, zwłaszcza jeśli tak naprawdę umęczyliśmy się jak nieboskie stworzenie tylko nie możemy się do tego przyznać, bo nie będziemy tacy trendy...

 

Podróż.

Mitem jest że są małe dzieci, które lubią podróżować i takie, które podróży nie znoszą. Bardzo dużo zależy od samopoczucia dziecka w trakcie podróży (ząbkowanie, skoki rozwojowe itd), zainteresowania dzieckiem i cierpliwości ze strony opiekunów, odrobiny pomysłowości lub rzetelnego przygotowania - wszystkiego razem.


Właśnie wróciliśmy z podróży na Kubę. Biorąc pod uwagę fakt, że nasza córka nie jest typem spokojnej obserwatorki otoczenia w trakcie podróży, wszystko wskazywało na to, że 11 godzinny lot będzie nie lada wyzwaniem i trzeba będzie zaopatrzyć się w stalowe nerwy i dalece posunięty dystans w stosunku do niezadowolonych min współpasażerów. Do bagażu podręcznego zabrałam więc najświeższe hity książkowe polecane na blogach parentingowych, tablet (który de facto miał być ostatnią deską ratunku) i uzbroiłam się w Vocaler aby nie zachrypnąć od 11 godzinnego monologu. I co się wydarzyło? Nic. Córka była nadspodziewanie grzeczna. Nie marudziła, nie płakała, przejrzałyśmy kilka razy książeczki, omówiłyśmy kilkakrotnie budowę silnika i 10 tyś km jakoś nam minęło. W drodze powrotnej było jeszcze lepiej - zasnęła zaraz po starcie a obudziła się 30 min przed lądowaniem. Czy jestem w stanie powiedzieć, że moje dziecko uwielbia podróżować? Nie!!! Zwyczajnie miałam fart.


Za to sąsiadka obok miała mniej szczęścia. Zachłyśnięta tym, że jej 5 miesięczniak wspaniale zniósł 3 godzinny lot do Grecji, postanowiła kuć żelazo póki gorące i niecały rok później wybrać się z 14 miesięcznym podróżnikiem na Kubę. Niestety Franek akurat ząbkował. Dał to odczuć nie tylko rodzicom, którzy nieustannie nosili go na zmianę na rękach po pokładzie samolotu, ale również innym pasażerom, z których część przeniosła się jak najdalej od hałaśliwego współprasażera przy pierwszej możliwej okazji. Nie pomogły książeczki, zabawki, bajeczki na tablecie ani nawet środki uspokajające. 

Oprócz Franka, samolotem leciał także 1,5 roczny Staś, którego rodzice zachowywali się tak, jakby otrzymali go w gratisie do płatków. Zapewne dlatego razem ze Stasiem lecieli również dziadkowie, którzy mieli się nim opiekować, ale jako, że sami już dawno odchowali swoje latorośle najwyraźniej już zapomnieli jak się zajmować takim maluchem. W efekcie Staś wrzeszczał i latał po całym samolocie, bo rodzice nie chcieli a dziadkowie nie bardzo umieli zająć czymś Dziecko. 

Konkluzja - jedziesz lub lecisz gdzieś z małym dzieckiem, raczej nastaw się na to, że nie będzie to czas spędzony na podziwianiu krajobrazów przez okno (chyba, że maluch uciął sobie drzemkę) albo beztroskie czytanie książki (chyba, że maluch uciął sobie drzemkę). Szczęście jeśli tata latorośli podróżuje z Wami, wtedy jest szansa nie tylko żeby wyjść na siku ale również coś zjeść :) Przygotuj się na każdą najgorszą ewentualność, przecież lepiej pozytywnie się zaskoczyć niż nie przyjemnie rozczarować.

Plusy:

- dziecko do 2 lat lata bezpłatnie, jeśli planujecie daleką egzotyczną (drogą) podróż a nie chcecie rozstawać się z maluchem, to jest to najlepszy okres na wyjazd. Potem będzie tylko drożej.

- w samolocie – w zależności od tego jakiego rodzaju samolotem lecicie rodzice z dziećmi siedzącymi na kolanach (w klasie economic) muszą mieć zapewnione miejsca z większą przestrzenią na nogi, zazwyczaj są to miejsca zaraz za klasą business/premium czyli pierwszy rząd klasy economic.

- można poprosić o leżaczek dla dziecka do 12 kg.

Minusy:

- podróżując z dzieckiem do lat 2 (o ile nie kupujecie dla niego oddzielnego biletu z pełną świadomością) nie przysługuje mu oddzielne siedzenie. Kilku godzinny lot jest do zniesienia, przy kilkunastogodzinnym jest to dość kłopotliwe.

- ciężko jest podróżować z maluchem samej/samemu. Jeśli lecicie rodzinnie, pamiętajcie aby przy odprawie koniecznie zaznaczyć, że potrzebujecie aby miejsca były obok siebie albo przynajmniej bardzo blisko. Pracownicy przy odprawach, czasem nie rozumieją jak kłopotliwe jest rozsadzenie rodziców w 2 krańcach samolotu.

 

 

Aklimatyzacja i akomodacja.

Kiedy już dotrzecie do celu podróży czekają Was kolejne wyzwania – aklimatyzacja. Przede wszystkim zapewne będziecie mocno zmęczeni podróżą (w przypadku dalszych podróży). Jeśli Wasz maluch przespał całą podróż (hurra!) to pamiętajcie, że sielanka skończy się w momencie kiedy dziecko obudzi się rześkie i radosne a Wy będziecie wyglądali jak zombie i jedynym Waszym marzeniem będzie ucięcie sobie godzinnej drzemki. Dużym problemem jest także tzw. „jet lag” czyli zaburzenia procesów fizjologicznych zależnych od rytmu okołodobowego. W przypadku osób dorosłych jest on mniej uciążliwy choćby ze względu na fakt, że mogą oni przyjmować leki takie jak np. melatonina albo inne leki nasenne. W przypadku dzieci możliwości niwelacji tego efektu dzięki suplementacji jest raczej niemożliwy, a przesunięcie czasowe nawet o kilka godzin sprawia, że dziecko przez pierwsze dni może być osowiałe, mniej chętnie jeść.

Oczywiście dziecko musi się również przystosować do warunków pogodowych w miejscu w które jedziecie. Może to być zwiększona wilgotność, albo wręcz przeciwnie. Wszystko zależy od tego gdzie mieszkacie (czy nad morzem, czy w centralnej części Polski czy na południu)

Jeśli Wasze dziecko jest karmione wyłącznie piersią to macie szczęście, aczkolwiek jeśli stołujecie się w kuchniach regionalnych np. pikantnych, to również może być kłopotliwe. Jeśli karmicie butelką to nie unikniecie ciągnięcia ze sobą zapasów mleka, butelek, sterylizatora, no i ew czajnika do przegotowania wody lub jej podgrzania (nie wszystkie hotele, pensjonaty, apartamenty, kwatery) oferują dostęp do takich sprzętów w pokojach (my gotowaliśmy wodę w ekspresie przelewowym) więc warto upewnić się lub zaznaczyć, że jest Wam to niezbędne. Jeśli oprócz mleka (czy to własnego, czy mm) rozszerzyliście dziecku dietę o normalne (dorosłe) posiłki, to pomimo iż dziecko jest wszystko-jedzące, sugerujemy zabranie przysłowiowych „słoiczków”, no chyba, że macie możliwość ugotowania na miejscu. Oczywiście dodaje to kolejne kilogramy do bagażu, ale ratuje od poczucia, że dziecko jest głodne całymi dniami, bo akurat nic z serwowanych, kupowanych produktów nie jest w stanie sprostać jego kulinarnym wymaganiom.

Plusy:

brak

 Minusy:

- dodatkowe kilogramy bagażu w postaci słoiczków, sprzętów agd.

- szczególne dbanie o dietę w przypadku matek karmiących

 

Odpoczynek i zwiedzanie.

Odpoczynek z dzieckiem… Małym dzieckiem… Zapomnij.

Jeśli Wasz maluch jest na tyle mały i spokojny, że przesypia większość dnia i nocy, a kiedy nie śpi to słodko gaworzy, albo przygląda się otoczeniu to macie fart – tak jak my w przypadku lotu. Możecie odpuścić sobie ten rozdział.

W każdym innym przypadku o słodkim (zwłaszcza wspólnym z partnerem) relaksie możecie zapomnieć. Nie ma bowiem szans (no chyba że maluch właśnie śpi a Wy nie oddalacie się od niego dalej niż na kilka metrów) żebyście mogli zrobić coś wspólnie – kąpiel w basenie/morzu/oceanie no chyba, ze wspólnie z Maluchem. Wyjście na wieczornego drinka, albo co gorsza na wieczorną potańcówkę – owszem w pojedynkę. Jeśli Wasza pociecha już biega najlepiej abyście oboje mieli oczy dookoła głowy.

Jednym z rozwiązań które jest obecnie popularne lecz nie na każdą kieszeń jest zabieranie ze sobą w charakterze opiekunek – dziadków naszych dzieci lub niani. Jednak tak jak wspomniałam wiąże się to z dodatkowymi kosztami, które musimy ponieść.

Często, zwłaszcza na wyjazdach zorganizowanych (za granicą) znajdzie się przysłowiowa „ciocia”, która uwielbia dzieci a ma ich w rodzinie za mało lub wcale, która chętnie pozabawia Waszą pociechę. Nie zachęcam do powierzania dzieci zupełnie obcej osobie, ale możecie przynajmniej przez moment potrzebować mniej niż 4 pary rąk i 2 par oczu J

Jeśli wybraliście choćby w połowie aktywny wypoczynek to niestety z Maluchem będzie on jeszcze bardziej aktywni niż najaktywniejszy jaki moglibyście sobie wymyślić. Jeśli dziecko nie będzie akurat spało, to najprawdopodobniej zaabsorbuje Was tak, że połowy rzeczy po drodze nie zobaczycie. Jeśli Wasza kondycja jest średnio-przeciętna, to prawdopodobnie drugiej połowy też nie zobaczycie gdyż po dotarciu do atrakcji będziecie na tyle zmęczeni ciągnięciem na sobie/pchania przed sobą małego podróżnika, że nie będziecie mieli ani siły ani ochoty ich zwiedzać.

Jeśli jedziecie wraz z wycieczką zorganizowaną musicie się uzbroić w grubą skórę. Niezadowolenie pozostałych z faktu, że opóźniacie wycieczkę ponieważ Maluch chce do wyboru: jeść, pić, zrobił kupę albo jest zmęczony, na pewno prędzej czy później do Was dotrze. Dlatego warto zastanowić się nad indywidualnym zwiedzaniem, co nie zawsze jest możliwe.

Plusy:

- satysfakcja, że spędziliśmy czas z dzieckiem

Minusy:

- w praktyce często po urlopie z małym dzieckiem przydałby się jeszcze kolejny urlop od urlopu, często wracamy bardziej zmęczeni (przynajmniej fizycznie) niż przed urlopem

- maluch nie będzie pamiętał (przynajmniej do 3 roku życia) tego co zobaczył ani czego doświadczył w trakcie wycieczek

 

Reasumując urlop z małym dzieckiem to bardziej kłopot niż przyjemność. Ogrom rzeczy o które musimy zadbać, zabierając ze sobą niemal cały dom, brak możliwości całkowitego relaksu.

Ale jest jeden wielki plus, który równoważy, a nawet przeważa wszystkie minusy – czas spędzony z naszym dzieckiem. Czas którego nikt nigdy Nam nie zwróci. W końcu kiedy, jak nie podczas urlopu możemy nadrobić wszystkie nasze „nie teraz”, „za chwilę” czy „potem”. To zaciekawione spojrzenie dziecka, kiedy zapyta „a co to?” lub pisk zachwytu gdy zobaczy coś czego na co dzień nie widuje w swoim otoczeniu. Nawet jeśli za kilka lat nasz maluch nie będzie tego pamiętał, to w naszej pamięci momenty te zostaną na długo.  

Dlatego ciągajcie dzieci ze sobą, ale nie dla lansu i fajnego zdjęcia na FB dla znajomych, ciągajcie je dlatego, że je kochacie i chcecie być z nimi tak często jak to możliwe i wspólnie cieszyć się ze spędzonego razem czasu.

 

powrót